Biuletyn Informacji Publicznej
Aktualności / Wiadomości
Nie trzeba było zakrzykiwać
Data dodania: 28.09.2011 | Liczba wyświetleń: 76
Nie trzeba było zakrzykiwać Siła argumentów pokonała emocje i mało finezyjny populizm. Tak podsumować można drugie, wrześniowe posiedzenie Komisji Ochrony Zdrowia i Pomocy Społecznej Rady Powiatu.

W obecności licznie przybyłych pracowników szpitala, jego dyrektor Sergiusz Lendor referował zaproponowane przez siebie zmiany w statucie placówki. Zmiany wymuszone nowelizacją ustawy o działalności leczniczej i programem ratującym jednostkę przed ostatecznym upadkiem.

 

Pochyleni nad statutem


Każdy z postulowanych kroków miał surowego recenzenta (i oponenta) w wiceprzewodniczącym Rady Powiatu Jarosławie Kleszczewskim. Ten doświadczony, nie pierwszą kadencję zasiadający w Radzie samorządowiec potrafi doskonale oddzielić to, co prywatne, od tego, co publiczne. Jeśli w „prywatnym” liczą się chłodna kalkulacja, rachunek ekonomiczny i twardy realizm, w „publicznym” nie ma mowy o likwidowaniu, ograniczaniu, redukowaniu. Nawet gdy likwidować, ograniczać i redukować chce się coś, co przynosi ewidentne straty.

 

Jarosław Kleszczewski w natarciu


A niewątpliwie chce tego Sergiusz Lendor. Ocalenie placówki wymaga rezygnacji z pogłębiającego zapaść oddziału otolaryngologicznego, z pracowni hematologii, z rozrośniętych w deficytową „trójcę” oddziałów wewnętrznych.
Zamiast „otolaryngologii”, otolaryngologiczna poradnia i przerzucenie kontraktowych pieniędzy na oddział okulistyczny. Zamiast trzech oddziałów wewnętrznych, jeden z dotychczasowym kontaktem, ale bez dwóch dodatkowych (uszczuplających budżet) ordynatorów, ich zastępców i sióstr oddziałowych. W miejsce tego co zlikwidowane lub zmniejszone, nowe , przynoszące zyski świadczenia - dochodowe odziały psychiatryczny, geriatryczny i udarowy, rozbudowany oddział opieki paliatywnej. Takie są konstruktywne pomysły Sergiusza Lendora.

 

Dyrektor Lendor przekonuje


Jarosław Kleszczewski nazywa je pobożnymi życzeniami, bo przecież dyrektor nie posiada pisemnych gwarancji opłacania przez NFZ nowych usług. Wiceprzewodniczący nie bierze jednak pod uwagę, że bez widocznych, finansowo wymiernych działań naprawczych Fundusz nie będzie inwestował w tonąca lecznicę. By tak się stało, najpierw należy te działania podjąć, a zmiany w statucie i strukturze placówki wprowadzić.


***
 

Parę dni wcześniej Sergiusz Lendor przedstawił swoje zamierzenia społecznej radzie szpitala. Pod naporem zacietrzewionej publiczności odstąpił wówczas od forsowania likwidacji laboratorium bakteriologicznego. Na jego dostosowanie do sanitarnych i technicznych wymagań potrzeba około trzystu tysięcy złotych. Szpitalne związki zawodowe zapewniły, że taką sumę do końca roku uzbierają. Choć rzeczywiście specjalizują się w „wyrywaniu kasy”, mało prawdopodobne, by tę obietnicę spełniły. Mimo wszystko dyrektor dał im szanse, rezygnując tym samym z tworzenia („na gruzach bakteriologii”) dającego milion sześćset tysięcy złotych oddziału rehabilitacyjnego (na taka sumę przewidywany jest kontrakt z NFZ). Liderka szpitalnej „Solidarności” Małgorzata Grabowska twierdzi, ze gdyby o tym wiedziała, nie przedkładałaby laboratorium nad rehabilitację. No cóż, nie trzeba było, po związkowemu, przerywać, wpadać rozmówcy w słowo, zakrzykiwać go „wolą ludu”.
 

Drukuj