Cykliczne ulewy oraz rozpuszczający się z wiosną śnieg mają niestety niszczycielskie właściwości. Dla rolników, ich upraw i gospodarskich zabudowań te klimatyczno-meteorologiczne zjawiska są prawdziwym przekleństwem, a przecież rozmiary szkód można ograniczać.
Na ten właśnie temat rozmawiali radni z Komisji Rolnictwa i Ochrony Środowiska. Wysoki merytorycznie poziom dyskusji zapewnił znakomity gość, dyrektor Śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach Joanna Ślusarczyk. Kierowana przez nią instytucja także u nas prowadzi działania związane z przeciwpowodziową ochroną terenu.
Złaknieni wiadomości z pierwszej ręki radni zalali ją powodzią pytań. „Jak walczyć z bobrami?”, „Czy powstaną u nas elektrownie wodne?”, „Co z ochroną ryb?” – krzyżowo indagowali Joannę Ślusarczyk. To przykre, ale z przyczyn prawnych walka z bobrami jest walką z wiatrakami, zaś wysyp wodnych elektrowni może się zdarzyć tylko w cudownym śnie.
Gość pod gradem pytań
W podobnej toni utrzymany był główny nurt rozważań. Zarośnięte rowy melioracyjne, zaniedbane inne urządzenia odwadniające każą odczuwać strach przed silniejszymi opadami. Teoretycznie powołane do utrzymywania urządzeń melioracyjnych spółki wodne nie mają środków na statutową działalność, bo członkowie nie płaca składek, a dotacje są śmiesznie niskie.





.jpg)
