Po egzaminach poprawkowych końcowy rezultat okazał się lepszy od średniej krajowej i wojewódzkiej. Między innymi o tym mówiono na posiedzeniu Komisji Edukacji Publicznej Rady Powiatu.
Zaproszeni na nie dyrektorzy szkół ponadgimnazjalnych przedstawili obraz kształcenia młodzieży z perspektywy fachowców i praktyków. Ich zdaniem stawianie tych samych wymagań liceom i technikom jest metodologicznym błędem. Szkoły ogólnokształcące są pośrednim etapem dalszego zdobywania wiedzy, a uzyskane w nich wyniki decydują o klasie uczelni, do jakich dostają się absolwenci. To, obok innych czynników, nader skuteczna motywacja i przekonywujący argument za częstszym u licealistów ślęczeniem nad podręcznikami. W technikach priorytetem jest przyuczenie do określonej profesji i na osiągnięciu tego celu może, w zasadzie, kończyć się ich misja.
Wyników matur nie sposób także oceniać w oderwaniu od rodzaju szkoły, charakteru okolicy, w której funkcjonuje, zasobności rodzicielskich portfeli. Coraz bardziej widoczny w ponadgimnazjalnych rocznikach niż demograficzny liczebnie zmniejsza stały odsetek wybitnie uzdolnionych młodzieńców i dziewcząt (takie jest nieubłagane prawo statystyki).

Jedno jest pewne: na totalną krytykę powiatowa oświata nie zasługuje. Chodzi jednak o to, by zasługiwała na coraz lepszą, a chciałoby się najlepszą, ocenę. Według przewodniczącego Komisji Edukacji Publicznej Dariusza Bednarza, jedną z dróg prowadzących do tego celu stanowi inwestowanie w pomoce naukowe i pozalekcyjne zajęcia dla uczniów łaknących nadprogramowej, poszerzonej wiedzy.





.jpg)
